Uffff, trochę się przestraszyłem kiedy przeczytałem tymi palcami wystukany nagłówek. Brzmi jeszcze poważniej niż oświadczenia prasowe naszego rządu, o światłej opozycji nie wspominając.  A ja, na przekór może nieco, mam zamiar dosyć lekko ten spędzający filozofom sen z oczu temat potraktować.

Już wiele razy spotkałem się z pozostającymi bez odpowiedzi pytaniami, jaki sens ma np. śmierć dziecka ? Nawet po odważnej decyzji, że lekko do tematu podejdę, ściska mnie w środku, kiedy wyobrażam sobie co czują w takiej sytuacji jego rodzice. Tak cholernie musi boleć, że trudno na ten temat spekulować i nie próbuję sobie nawet wyobrażać sytuacji, kiedy jeszcze przede mną odeszłoby z tego świata moje dziecko. Słyszę czasami pytania, gdzie jest sprawiedliwość, kiedy ludzi spotyka klęska za klęską i choć wiodą godny żywot, ich cierpieniu nie widać końca ? Niekiedy pada pytanie najcięższego kalibru – gdzie jest Bóg, który pozwala aby z rąk omamionych chorą ideologią oprawców, zginęły miliony niewinnych istnień ? Wierzący tracą wówczas grunt pod nogami i sami zaczynają zastanawiać się nad istotą nieskończonego miłosierdzia.

Odpowiedź jest tymczasem stosunkowo prosta. Cierpienie po prostu jest. Jest na dodatek absolutnie niezbędnym elementem świata, w którym żyjemy i w którym aby istniał, musi panować równowaga. Tylko wtedy kołowrotek się kręci. Tylko wtedy życie się toczy. Tylko wtedy pojawia się pełnia, która jest wyrazem boskiego porządku. Tak to zostało sprytnie obmyślane. Nie można byłoby mówić o szczęściu i radości, gdyby nie było punktu odniesienia, gdyby na świecie nie istniało cierpienie. Nie bylibyśmy wówczas w stanie odczuwać radości, ponieważ nie dałoby się szczęścia zauważyć. Życie toczy się pomiędzy nocą a dniem, które istnieją ponieważ stanowią swoje przeciwieństwa. Życie toczy się pomiędzy narodzinami a śmiercią, które są wobec siebie przeciwległymi biegunami. Życie rodzi się pomiędzy mężczyzną i kobietą, którzy funkcjonują jak dwa dopełniające się byty – jeden z nich daje, drugi przyjmuje, jeden dominuje, drugi ulega, jeden więcej myśli i działa, drugi więcej odczuwa i się troszczy. Aby zachwycić się całą symfonią, potrzebny będzie i koncertowy kontrabas, na którym da się zagrać dźwięki subkontry i flet piccolo, piszczący w pięciokreślnej oktawie. Ktoś, kto nie ma dostępu do uczucia gniewu, nie będzie w stanie kochać z pasją – wszak w obu tych przypadkach chodzi o ten sam rodzaj energii, który pokaże swoją pełnię, jeśli zaistnieją oba jej bieguny. I tak dalej, i tak dalej. Smutek – radość, piękno – brzydota, hałas – cisza. Życie toczy się zawsze pomiędzy…

Zatem istnieje i cierpienie. Po prostu jest. Tak samo jak szczęśliwy błogostan, którego życzę odwiedzającym w ilościach umożliwiających dokładne poznanie tego bieguna… :-).


0 Komentarzy

Leave a Reply